BIEDA NA POKAZ? - nakolkach.com - nakolkach.com BIEDA NA POKAZ? - nakolkach.com

BIEDA NA POKAZ?

Jakiś czas temu byliśmy w szpitalu na badaniach. Krótki, trzydniowy pobyt. Na sali byliśmy sami, niestety do czasu. Tak, niestety! Bo chciałabym, aby w szpitalu były same puste łóżka i żadne dziecko nie musiało tam przebywać. Bardzo bym chciała.

Gdy wróciliśmy z badania, nasze współlokatorki czekały już na lekarzy. Nie wiedziałam z czym się zmagają. Nie jestem osobą, która wchodzi i na dzień dobry robi rozeznanie terenu. Każdy ma prawo do prywatności i jeżeli czuje potrzebę opowiedzenia swojej historii komuś i tą osoba w pobliżu jestem ja, to chętne posłucham. Zresztą w szpitalu zbyt wielu atrakcji nie ma. Czasem ratują nas „nowe technologie” jednak brak wifi na oddziale często je dyskwalifikuje.

Dlatego szpital to miejsce, gdzie na pewno znajdziesz kompana do rozmowy.

Gdy nadszedł czas między śniadaniem, a obiadem nasze lokatorki poprosiły pielęgniarki o coś do jedzenia, ponieważ przyszły z domu w tym czym stały. Nastał ten moment kiedy stałam się osobą do zwierzania się. Mała spadła z łóżka piętrowego. Pani była dość rozmowna i zaczęła mi opowiadać całe swoje życie. O tym jak im ciężko, jak biedni są, ledwo wiążą koniec z końcem. Rozumiałam ją doskonale, bo wiem że taki stan rzeczy jest możliwy i współczułam widząc ją z trójką dzieci. Ale do czasu. Pielęgniarki przyniosły im kanapki. Podobne my dostaliśmy na śniadanie.

Nie było to salami za 100 zł kilo.

Nie było nawet za 40, ale nie była to mortadela.

Tego dnia śniadanie było naprawdę dobre.

Ta pani, gdy zobaczyła bułkę z masłem i szynką, nawrzucała pielęgniarką i skwitowała, że ona takiego czegoś psu by nie dała. Zaczęła mi opowiadać jak można tak ludzi traktować. Ona, mimo iż są biedni, nigdy nie dałaby coś takiego dziecku zjeść. (Hm chyba jestem psem bo ja to śniadanie zjadłam.)

Rozumiem, że szpital nie oferuje menu z 5 gwiazdkowego hotelu, ale naprawdę czasem nie ma co narzekać, jeszcze w jej przypadku, gdy jak sama mówiła są tak strasznie biedni. Ponadto były bardzo głodne, bo nawet nie zdążyła zjeść śniadania, gdyż cała sytuacja tak szybko się wydarzyła i trzeba było jechać na sygnale do szpitala.

A tu taka akcja.

Mi było przykro jak słuchałam jej pretensji, a co dopiero personelowi szpitala. Zdziwiłam się bardzo. Jesteś głodny to jesz! W czym tkwił problem? Bo ja naprawdę go nie znalazłam. Zaczęłam się zastanawiać jak to z nimi naprawdę jest. Zmusiła mnie jeszcze bardziej do rozmyślań, ponieważ poszła za chwile i z automatu kupiła masę batonów dla siebie i córki. Buzia się jej nie zamykała, opowiadała bez proszenia. Nawet do pracy nie chce się jej chodzić, bo musi jechać ponad pół godziny, a później ma w 3h wysprzątać cały gabinet. Przecież to nie realne. Nie wiem co mam o tym myśleć. Nie wiem co napisać. Bardzo dziwnie czułam się słuchając jej i widząc jej zachowanie. Nawet zastanawiałam się po co ona mi to opowiada. Przecież nie pytałam się jej o nic. Może chciała wzbudzić współczucie? Chciała by ktoś zwrócił uwagę? Nie wiem. Do tej pory nie potrafię pomyśleć o co w tym wszystkim chodziło.

Jak odróżnić że człowiek naprawdę potrzebuje pomocy?

Wracając do mieszkania na jednym z rond stał chłopak z butelką płynu i narzędziem do mycia okien. Podchodził do samochodów      i jeżeli kierowca nie miał nic przeciwko mył przednią szybę. Miał na sobie biały podkoszulek z napisem na plecach „Jestem niepełnosprawny, proszę nie bij mnie” . Nie szuka problemu, pracuje dla siebie i jeżeli ktoś chciałby go zatrudnić to na  podkoszulku również widniał numer telefonu. Pracuje na życie. Do tej pory żałuje, że nie zrobiłam zdjęcia. Nie doszedł do mnie. Światło zmieniło się na zielone i musiałam jechać. Gdy myślę o tym mam łzy w oczach. Czuje, że ten człowiek naprawdę potrzebował pomocy, nie zmyślał. Nie pracował dla osób trzecich, wiele ludzi tak robi . Dlatego tak ciężko człowiekowi dać jakiegoś grosza ponieważ zastanawia się czy to na pewno trafi do niego. Czy babcia prosząca o pieniądze na leki zbiera je naprawdę dla siebie? Jak to rozpoznać?

Spotkaliście się może z takimi przypadkami? Co o nich myślicie? Jak reagujecie?

  • mery

    Siedząc kiedyś na przystanku koło mnie usiadłe dwie niby biedne panie i wybierały sobie kartki z pośród innych na rózne okazje miałam okazje podpatrzeć napisy typu zbieram na operacje dla dziecka, zalało mi dom nie mam na remont i rachunki, zbieramna chleb dla siebie i rodzeństwa itp pieniedzy nie daje, raz podszedł do mnie starszy pan czy bym mu nie dołozyla do chleba bo mu brakuje 1 zł kupiłam mu i jeszcze pare zeczy od siebie dorzuciłambo widzialam jak mu wstyd prosic, raz do leków dołożylam ale to z pania poszłam do apteki i jej recepte wykupilam, sama miałam okres ze naprawde mi na chleb brakowało wtenczas mi pomogli i ja tez teraz dużo nie mam ale staram sie pomagać. ciężko to wszystko rozgraniczyć a tu polecam wstrząsający artykuł
    http://wawalove.pl/Dzieci-zebraczek-odurzane-sa-heroina-lub-alkoholem-a10856

    • Ale Ty Kochana doskonale widzisz kiedy człowiek potrzebuje! Oby jak najwięcej takich osób jak ty! A coraz mniej fałszywych zbieraczy!

  • Matko Zabawko

    Dużo jest takich przypadków, niestety nie pierwszy i nie ostatni. Ludzie wykorzystują dobre serce innych i żerują jak hieny…

    • A kiedy znajdują się osoby, które naprawdę potrzebują, ludzie są zrażeni i nie pomagają…

  • Oj ciężko rozgraniczyć.. :(.. Raz pod Biedronką stał chłopak mniej więcej lat 25 może więcej. Pyta, czy damy mu pieniądze, bo jest głodny. Weszliśmy do sklepu kupiliśmy chleb, jakiś pasztet i coś jeszcze. Wychodzimy, dajemy mu do ręki. On dziękuje. Odchodzimy kawałek. Odwracamy się, a on to wszystko w śmietnik… Bo kasy nie dostał..
    Druga sytuacja. Jesteśmy, znów, w biedronce, podchodzi do mnie starszy pan. Skromnie ubrany, troszkę podpity, ale mówiący z sensem. Prosi o dołożenie, bo mu do zakupów brakuje. Ok. Patrzę, co on niesie, a to świeczki (tealighty).. Myślę, pogięło go xD, ale dał swoje klepaki, dołożyliśmy resztę. Był szczęśliwy jak gwizdek :). Mąż już chciał mu iść piwo kupić, ale nie chciał :).

    • Bardzo ciekawe mu na co te świeczki? 🙂 ale przynajmniej dorzucił swoje! A ten co wyrzucił jedzenie pozostawie bez komentarza, bo takie zachowanie jest niewybaczalne…

      • Nie wiem na co, ale był szczęśliwy, więc dobrze zainwestowane pieniądze :). A ten drugi włóczy się co chwila w innej części Gdańska i żebrze.. 🙁

        • To musiało być coś cudownego zobaczyć taką szczerą radość!

  • Aga z www.makeonewish.pl

    staram się pomóc. zawsze. nie dużo. tyle ile mogę.jChodzi u nas po wsi czasami taka starsza Pani po domach z reklamówką i prosi o jedzenie, to daję makaron, mąke, ryź, kaszę, chleb, mleko, cukier. Wszystko co się da. W naszym miescie pod marketem stoi Pani ktora pyta czy jak rozpakujesz z wozka do bagażnika auta zakupy, to czy ona moze odwiezc twój wozek pod sklep i zabrac te 2 lub 5 zł ktore sa w srodku. nigdy nie odwowiłam. Gdy widze ze ktos żuli pod sklepem na alkohol, odmawiam. Gdy ktoś na rynku gra na akordeonie, lub po prostu siedzi z kapeluszem – dam. Pod kosciołem czasami matki z małymi dziecmi siedza, lub niepełnosprawni ludzie. Tez wrzuce 2, 5 zł. Dla mnie to nic, a dla nich zawsze coś.

    • Podziwiam Cie bardzo! Twoje myślenie bardzo dużo wnosi dobrego 🙂 oby coraz więcej takich ludzi jak Ty a coraz mniej osób potrzebujących 🙂

  • Paulina

    Kiedyś przeczytałam, że żebractwo to najlepiej opłacalny zawód:) Nigdy nie wrzucę nikomu ani grosza. Mieszkam we Francji, tutaj mnóstwo ludzi siedzi i prosi o pieniądze, są wręcz nachalni! A później widzę te osoby w sklepie, kupują to, na co mają ochote, ubrani lepiej niż niejeden uczciwie zarabiający człowiek.

    • Dniówka wychodzi im taka jak nie jednego prezesa…

  • Kasia

    nie daje pieniedzy. moja mama pracuje w hotelu w którym czesto mieszkają Ci ludzie co stoją na ulicach w Gdańsku… maja oni swoich opiekunów lub męzów którzy wysylaja, rozwoża tych ludzi po trójmieście i oni zabieraja całą kase zebraną…. a wszyscy żyją na wysokim poziomie. wracają do hotelu, przebieraja sie i wychodzą do restauracji, imprezy itp…

    • Też o czyś takim słyszałam. Żyją lepiej niż uczciwie pracujący ludzie!

  • Kiedyś znajomemu pod monopolowym matka chciała sprzedać na „numerek” córkę (niepełnoletnią!) bo chciała na wino zebrać pieniądze… Nic mnie już nie zdziwi…
    Trochę w temacie: http://swinki3.blox.pl/2015/04/Hunger-Games-po-polsku.html

    • Ooo matko…

    • marzena

      To jest straszne. To jest po prostu straszne

  • Klaudia Mini&Maxi

    Często jest tak, że jakiś żul otwarcie prosi o kasę na piwo, to nie daję nigdy. Ale jeżeli ktoś prosi o pieniądze na jedzenie to pytam się co mu kupić 🙂 Kiedyś kupiłam facetowi bułki, on podziękował i poszedł, a ekspedientka wrednie do mnie, ze chyba kasy mam za dużo 🙁


  Hi! Jestem Marzena. Mama, kobieta, fotograf, inżynier wiertnictwa, nafty i gazu, marzycielka, blogerka, [...]
więcej

Facebook

Instagram

YouTube

KONTAKT

Czekamy na Twoją opinię ! Pisz śmiało :)

blog@nakolkach.com