CHOROWAĆ, TO TYLKO NIE W POLSCE - NASZE PRZYGODY Z NFZ - nakolkach.com CHOROWAĆ, TO TYLKO NIE W POLSCE - NASZE PRZYGODY Z NFZ

CHOROWAĆ, TO TYLKO NIE W POLSCE – NASZE PRZYGODY Z NFZ

Miało być tak pięknie…

 

Nastał czas kiedy zaczęliśmy planować zakup wózka dla Arka. Dzwonię do NFZ dowiedzieć się co mi przysługuje, jaką zniżkę mogę otrzymać. Pani przez telefon podaje mi multum opcji. Udaję się do lekarza ze staranie zapisanymi wszystkimi możliwościami jakie kwalifikują się. Doktor stwierdza, że żadna z nich nie pasuje, ponieważ:

A) Arek ma sprawne obie ręce, a dofinansowanie przysługuje gdy dziecko ma niesprawne dwie inne kończyny.

B) Możemy dostać 600 złotych na wózek (cena wózka 4,5 tyś). A nie nie możemy, bo Arek nie ma skończonych 3 lat.

Dzwonię do NFZ zdenerwowana. Pani mnie przeprasza, bo się pomyliła. Super, a po to wcześniej dzwoniłam abym nie musiała marnować tyle czasu!

 

Rodzice dostali wychodne. Kochana Ciocia Natalia miała wolny wieczór. Szybki wyskok na łyżwy i za dwie godziny mielibyśmy być z powrotem. Prosta, szybka akcja ćwiczona wiele razy. Ale takich akcji potrzeba. Godzina jazdy minęła w zastraszającym tempie. Ostatnie kółko i trzeba było wracać do domu. Wszystko z godnie z planem. Do momentu gdy ręka Adama nie zderzyła się z taflą lodu. Niby nic. Zwykły upadek, ale jednak ręka boli. Szybko do apteki po jakąś maść i powrót do domu. Jednak maść to było za mało. SOR – nieunikniony. Spędziliśmy w poczekalni z 4 może 5 godzin czekając aż wszystko się skończy. Wybity bark, gips i o 4 nad ranem powrót, by o 7 wstać i wykonywać codzienne obowiązki. Nic strasznego, zagoi się przecież. Za tydzień na ściągniecie i kontrola. Umówić się w poradni telefonicznie. Po godzinie próbowania udaje się dodzwonić. Pani informuje, że najbliższy termin w czerwcu. Jest końcówka stycznia.

W gipsie 5 miesięcy? Chyba TYLKO w Polsce bark potrzebuje tyle czasu na gojenie się.

Absurd? Nie, rzeczywistość.

 

We wrześniu byliśmy na rezonansie. Miało być szybko, sprawnie,ponieważ nie chcieli nas trzymać niepotrzebnie. Było jak zawsze, dziecko o powietrzu do 10 rano, bo kolejki itp. Nic nowego przecież, w myślach godzina 8 byłaby cudem, dlatego odrzuciłam od razu to co nam powiedziała pielęgniarka, takich cudów nie ma. Około 12 pierwszy łyk wody, obserwacji parę chwil i uciekać do domciu. Fajnie, raz nie trzeba siedzieć bezczynnie.  Wypis przyślą do dwóch miesięcy. Nadszedł grudzień, a list nie doszedł. Dodzwonić się ciężko, tylko nerwicy można dostać gdy dzwoniąc po raz enty automatycznie nagrana sekretarka wita Cię i informuje po raz milionowy o numerach, kolejności itp. Wszystko po to by jak najwięcej zniknęło złotych z Twojego konta. Styczeń, osobista wizyta. Ale to tak dawno było, a ponadto nie wysyłają pocztą wypisów. Super, szkoda że twierdzili co innego gdy kazali uciekać do domu. Proszę przyjść kiedy indziej, dziś nie możemy wydać,bo jest w archiwum.

 

Do widzenia.

Super,człowiek umierałby a oni by o tym nie poinformowali.

 

 

 

Dlaczego u Nas tak wszystko dziwnie wygląda? Dlaczego służba zdrowia wszystko utrudnia? Pytania bez odpowiedzi, a absurd goni absurd! Można na ten temat rozmawiać bardzo długo jednak jaki to ma sens? Za każdym razem myślę, że nic nas bardziej nie zaskoczy, jednak za każdym razem mylę się i to bardzo! Chyba jedynie wcześniej trzeba napaść na bank, by móc leczyć się prywatnie i nie czekać rok na wizytę.

Mieliście kiedyś takie dziwne sytuacje związane z polska służbą zdrowia? Jakie utrudnienia Was spotkały?

  • Jedna z wielu naszych historii. Franek przyjeżdża na oddział kardiologii, na umówione badanie ECHO. Oczywiście musimy zostac na oddziale. Standardowe trzy dni, poniekąd. Niestety, przyjęli tego samego dnia tyle dzieci na ECHO w narkozie (i każdego kolejnego dnia również), że badanie mieliśmy po dwóch tygodniach posiedzenia. Dwa tygodnie kwitliśmy w szpitalu, bez celu, bez dodatkowych badan. Coś co idzie zrobić w trzy dni, my robiliśmy dwa tygodnie. I właśnie na takie bezczynne posiedzenia idą pieniadze z NFZ.

  • Walczyłam o wizytę dla Młodej u okulisty- 3 miesiące. Gdyby była możliwość zbadania jej w innym miejscu nawet za kasę bym poszła. Obdzwoniłam kilka miejsc w województwie i wszyscy odsyłali mnie do szpitala…tam mają odpowiedni sprzęt. Panie z rejestracji mnie zbywały…miarka się przebrała ( wiedziałam o akcjach z okładanymi numerkami) powiedziałam, że zgłoszę do do Rzecznika Praw Pacjenta…i mimo, że do końca roku miejsc nie było- nasza wizyta odbyła się za dwa dni 🙂 Jeszcze dużo takich akcji mogłabym opisać 🙂

  • Mnie na razie wszystkie takie akcje spotkały w ciąży. KAŻDE usg w szpitalu wychodziło inaczej. I codziennie zadawano mi te same pytania. Ja wiem, że dla mnie ta ciąża była jedna a dla nich byłam tylko numerkiem, ale bez przesady, można raczyć w kartę spojrzeć!

    • Ja też nie cierpie opowiadać każdemu lekarzowi historii gdy wszystko ma napisane w karcie..

  • Julia Filip

    Oj tak NFZ.. Jak ja to kocham. W nocy trafiłam na Sor ponieważ miałam silne bóle brzucha. Oczywiście nikt nie chciał mnie przyjąć ponieważ była 1… co z tego że to była całodobówka. Lekarz zaczął wmawiać mi że zapewne nic mi nie jest, ja zwijając się z bólu nawet nie mogłam wstać. Postanowiłam napisać smsa do mojego ojca że siedzenie tutaj nie ma większego sensu więc wyciągnęłam telefon. Na co pielęgniarka do mnie ” zapewne już pani ozdrowiała skoro smsiki pisze”. Po godzinie oczekiwania lekarz przyjął mnie i robiąc usg stwierdził że mnie przeprasza bo atak pęcherzyka żółciowego przy rozległej kamicy rzeczywiście boli. PARODIA. Nigdy więcej polskich szpitali!

    • Parodią to mało powiedziane! Dobrze że nie odesłali do domu… Koszmar..

  • Jestem Tereska

    Moja Mama opowiadała mi już tyle historii z nfz, że nic mnie nie zdziwi. Kilka lat temu wycięto jej pęcherzyk żółciowy. Od jakiegoś czasu miała problemy z brzuchem – ogólnie do zdrowych to ona nie należy. Tak czy siak poszła na badanie usg refundowane przez nfz. Czekała na nie wciul i trochę. Na badaniu pan doktor powiedział jej, że wszystko w środku jest w porządku i że przyczyna jej bólów leży gdzie indziej. W domu, kiedy przeczytała wyniki badania zalała się płaczem z bezsilności – pan „doktor” napisał m.in „pęcherzyk żółciowy w normie”. Pęcherzyk, którego nie miała od kilku lat… Jak tu zaufać lekarzowi, który popełnia tak RADYKALNE błędy? Innym razem zrobiła sobie biopsję guzków, które pojawiły się po wycięciu tarczycy. Po odbiór poszła do lekarza, który skierował ją na kolejne badania, bo biopsja wyszła źle. Mama znów spanikowana, wychodzi z gabinetu z kartą, czyta wyniki i … okazuje się, że to nie są jej wyniki, tylko zupełnie obcej osoby, ale włożone do jej kartoteki. Na pięcie się obróciła i wróciła do pani doktor, nie wytrzymując i mówiąc, jakie to olewatorskie podejście mają do pacjenta, że to jeden wielki sajgon itp itd. Pani doktor wynik wzięła i kazała jej wyjść z gabinetu, po czym po chwili wyszła do niej i zaczęła wmawiać, że od razu dała dobry wynik i nie wie, o co mojej Mamie chodzi. Mama żałowała, że tego nie nagrała, bo mogłaby założyć lekarce sprawę w sądzie. Poza tym, czy ktoś z Was założył sobie konto na NFZ? Ja założyłam, razem z moją mamą by zobaczyć „ile kosztuje” nasze leczenie. I wyobraźcie sobie, że mój 5 dniowy pobyt w szpitalu na WZW A, gdzie leczyli mnie „dietą” i 3 kroplówkami dziennie kosztował NFZ uwaga uwaga – niemal 4 tysiące złotych! Za to pojedynczy lekarze wypisują takie zabiegi, o jakich nawet w życiu nie słyszeliście, by wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy z państwa, że głowa mała. Mama chodziła np. odebrać wynik. W rejestrze miała zapisane np. wykonanie badania takiego i takiego, diagnoza tego i tego i milion innych rzeczy i zamiast bodajże 20 zł co i tak jest dla mnie ogromną ceną za 5 minut gadania, wizyta była policzona za 100 a czasem i 150 zł. Ten NFZ to jest jedna, wielka banda złodziei, na czele z lekarzami, szpitalami itp.

    • Nie wiedziałam, że można założyć sobie konto, ale to jest fajny sposób by sprawdzić za co tak naprawdę płacą szpitalu. Musiscie zostać 2 noce bo NFZ nie zwróci pieniędzy… Koszmar jaki musiała Twoja mama przejść! Wspołczuje!

  • www.kilkuetatowamama.com

    Moja koleżanka prawie umarła czekając na cesarkę. Na szczęście tak się nie stało. Sprawą zajmuje się prokuratura.
    Polskie NFZ to masakra!!!

  • Polska służba zdrowia to horror. Zwłaszcza dla tych, którzy nie mają pieniędzy. DUŻYCH pieniędzy.

    Nie dalej jak wczoraj zadzwoniłem do szpitala, aby umówić się na tomografię komputerową. Termin – październik. Ale jeśli zapłacisz – może być dziś!!! I to jest właśnie darmowa i dostępna dla wszystkich służba zdrowia…

    • Niestety ale tak jest chory system. Moja przyjaciółka jak poszła prywatnie do lekarza pracującego na oddziale ortopedycznym to termin oczekiwania skrócił się o 2 miesiące. To jest chore bo tak ma wyglądać darmowa służba zdrowia? Darmowa dla kogo no chyba nie dla przeciętnego pacjenta…

  • Kilka tygodni temu musiałam z moim Tatą jechać na SOR. Gdy weszliśmy było oczywiście dużo ludzi z różnymi problemami. Ustawiliśmy się w kolejce do rejestracji i grzecznie czekaliśmy. Dowiedziałam się, że każdy z konkretnym przypadkiem jest kierowany do odpowiedniego specjalisty – pomyślałam do może długo to nie potrwa. Oczywiście byłam w błędzie. Stojąc i czekając na kolejkę wysłuchałam wielu ludzi którzy czekali i byli oczywiście wściekli że tak to wszystko wygląda. Spotkałam 85 letnią Panią która na plastikowym krzesełku grzecznie czekała od 9 rano a była 22 na wynik badania gastrologicznego, które miała zrobione o 18. Byłam w szoku jak to starsza Pani czeka tyle godzin? Jak to jest możliwe? Kolejny przypadek to młody Pan którego przywiózł szef około godziny 12 bo zemdlał w pracy. Niespodzianka jaka go spotkała to do 22 miał 3 razy pobraną krew i tyle nawet nie miał konsultacji z lekarzem. Kolejny przypadek to Pan którego przywiozła karetka z poważnym urazem oka – zaklejone gazą i zakrwawione. Pomyślałam sobie – poważna sprawa pewnie szybko się nim zajmą. Nic bardziej mylnego ten biedak czekał dwie godziny aż po 24 zeszła z oddziału okulistka. Byłam zdziwiona i zaskoczona jak Pani z rejestracji tłumaczyła temu biedakowi z zakrwawionym okiem że Pani doktor ma dużo innych zajęć na oddziale (o północy to co może jakiś ciekawy serial leciał w telewizji). Spędziłam na w poczekalni z moim Tatą około 4 godzin aż pojawił się młody doktor Gastrolog. Spytała się go czy to jest normalne że pacjent musi tyle czekać? I co usłyszałam w odpowiedzi: „Powinna się Pani cieszyć że czekaliście tylko 4 godziny bo jak byłem na stażu w Anglii to tam na SOR się czeka po 12 godzin”. Nie chciałam już wdawać się w dyskusję z doktorem ale wszystko się we mnie gotowało. Brak szacunku do pacjenta, doktor myśli że jest królem a NFZ robi co chce – czyli nic dla pacjenta!!!

  • Sylwia

    To co dzieje sie w Polskiej sluzbie zdrowia to jakis absurd. Mialam 16 lat, gdy zlapal mnie silny bol brzucha, tak silny, ze zadna tabletka nie pomagala, tata musial zaniesc mnie do auta, bo jedynie moglam turlac sie po podlodze. Pojechalismy na ostry dyzur, kolejka ogromna, doczekalismy sie. Doktor stwierdzi, ze to pewnie bole miesiaczkowe i niedlugo przyjdzie okres, nic nie docieralo, ze okres byl 2 tygodnie temu, ze chodzi nie moge. Kazal przyjechac ze skierowaniem od rodzinnego, byla sobota godzina 1 nad ranem. Wrocilismy do domu, bol lagodniach, pojawily sie siniaki na brzuchu. W poniedzialek stwierdzilam, ze pojde do szkoly, wychowawca byl powiadomiony o moim problemie, gdy na lekcji wychowawczej bol powrocil, wychowawca stwierdzil, ze symuluje. Przyjaciel zadzwonil do mojego taty, ktory od razu zawiozl mnie od rodzinnej z prosba o te skierowanie, ktore umozliwiloby dalsze badania. Rodzinna dala skierowanie jednak poprosila, aby poczekac dzien a ona przepisze tabletki i rozpisze mi diete, tabletki na zmniejszego kwasow w zoladku pomogly, dzieki Bogu do szpitala nie trafilam. Jednak to jaka znieczulica jest w szpitalach i szkolach przekracza wszelkie pojecie. Teraz mieszkam w Anglii, corcia ma 2 latka i potrzebowali rezonansu magnetycznego, wypelnilismy papierki, ktore mielismy wyslac emailem i zadzwonic z informacja, ze wyslalismy. Lekarz gdy odebral emaila powiedzial, ze zaprasza nas za dwa dni na rezonans, zaszlismy i od reki nas przyjeli, zaopiekowali sie nami jak kims z rodziny, corka miala najlepsza opieke, po 2h od wejscia do szpitala wyszlismy do domu. Dostalismy specjalny numer pod ktory mielismy dzwonic jak bedzie dzialo sie z nia cos zlego.

    Chyba jednak najlepsza historie opowiedzial mi kolega, ktore na stale mieszka w Anglii. Przyjechal na kilka dni do Polski i zlapal go zawal w wieku 35 lat, zabralo go pogotowie, mial angielska karte ubezpieczeniowa EHIC, byl w szpitalu 4 doby, dostal nawet oddzielna sale. Polska wystapila do Anglii o pokrycie kosztow leczenia z tej karty, kolega dostal rozpiske ile Anglia zaplacila za jego pobyt, byl w wielkim szoku, bo za dobe policzyli sobie £300 nie wliczajac badan, bo za to byly oddzielne stawki.

  • Elżbieta

    Ludziska kochane czy Wy tylko narzekać i biadolić potraficie? „Polskie NFZ to masakra”.Byliście w innych krajach? wiecie jak tam jest?Mąż mojej koleżanki rodowity Niemiec( od roku mieszkają w Polsce) zrobił mu sie guz w pachwinie,strach,panika trzeba jechać do Niemiec.Pojechali Tam mu wycieli załozyli szwy i do domu.Wrócili do Polski i za 2 tyg.ból,opuchlizna olbrzymia i wysoka gorączka.Nie było czasu jechać do niemiec.Pojechali do Polskiego szpitala natychmiast miał zabieg bo wdał sie taki stan zapalny że facio się pozbył jednego jądra.W szpitalu leżał pare dni pod kontrolą aż wszystko będzie ok.I ten niemiec mówi w Polsce szpitale biedne,brzydkie ale lekarze i opieka najlepsza.2 przykład moja córka mieszka w Nowym Jorku,pracuje w firmie znanej na cały świat(ubezpieczona dość wysoko) miała operacje wycięcia dużej cysty i wyrostka.Zaraz po wybudzeniu z narkozy dali jej 2 godz.na odpoczynek i do domu.Szpital super,opieka lekarska i pielęgniarska na 6+ ale czegoś takiego jak chorobowe niema.Mogła sobie w domu dochodzić do zdrowia ile chce ale bezpłatnie.Musiała tylko dostarczyć jak już sie dobrze czuła zaświadczenie od lekarza p.kontaktu że jest zdolna do pracy.Ale w Polsce jest najgorzej.Cudze chwalicie a swego nie znacie.Polak zawsze z wszystkiego nie zadowolony.

    • Maruda

      To też prawda że my polacy za duzo narzekamy i nic nam nie pasuje,nie widzimy pozytywnych rzeczy i sytuacji.Dopiero jak nas dotknie coś tragicznego zaczynamy doceniać.Mojemu bratu przy zwykłych badaniach okresowych wykryto guza(USG)pęcherza moczowego.Skierowanie do onkologa,Onkolog skierował na uroskopie i biopsje i napisał skierowanie do szpitala na skierowaniu PILNE !!!! Po 2 tygodniach wynik….nowotwór złosliwy.Za 10 dni już miał zabieg wycięcia guza i chemia w tabletkach.Jest nadzieja.Ja sobie tak myśle… wszyscy narzekają na odległe terminy a tu tak szybko poszło.Ciesze sie bardzo a też na byle pierdołe narzekam że długo w poczekalni u dentysty trzeba czekać itd.Pozdrawiam pozytywnie myślących.


  Hi! Jestem Marzena. Mama, kobieta, fotograf, inżynier wiertnictwa, nafty i gazu, marzycielka, blogerka, [...]
więcej

Facebook

Instagram

YouTube

KONTAKT

Czekamy na Twoją opinię ! Pisz śmiało :)

blog@nakolkach.com