HISTORIA PEWNEGO CIASTKA - nakolkach.com - nakolkach.com HISTORIA PEWNEGO CIASTKA - nakolkach.com

HISTORIA PEWNEGO CIASTKA

 

Sytuacja nie miała miejsca pierwszy raz. Nie była dla nas czymś nowym jednak za każdym razem zaskakuje na nowo. Nie powiem, bardzo przyjemne to uczucie gdy widzi się szeroki uśmiech na twarzy dziecka i radość, wywołaną małym niepozornym gestem. O tak to jest cudowne, ale za każdym razem mi głupio, nie wiem jak mam się zachować.

 

Zwykły wypad na zakupy, nie jest już zwykłym, gdy w supermarkecie znają Cię, dzięki Arkowi wszyscy. Mały rajdowiec, jeżdżący i krążący po miedzy wszystkimi półkami sklepu i krzyczący „Mama” tak, żebym mogła go bez problemu znaleźć, nie może ujść uwadze nikogo. I tak najczęściej jest. Każdy w sklepie, zauważy jego obecność oraz pozna głos, który za każdym razem woła „Arek wracaj”. I wraca z czekoladami lub cukierkami na kolanach albo w ręce i podjeżdża do kasy, by pani mogła w ekspresowym tempie skasować ową czekoladę, by wać pan mógł w końcu ją konsumować. Przynajmniej, udało mi się go nauczyć, aby przed zjedzeniem zapłacił za produkt. Ostatnio coraz częściej wychodzimy, że sklepu ze słodyczami od miłych Pań kierowniczek. Widząc Arka witają się z nim i wręczają czekoladki, cukierki czy inne słodycze.

Podobna historia zdarzyła się nam ostatnio. Jak wiecie, na długi weekend postanowiliśmy uciec od krakowskiego smogu do przyjemniejszego pod tym względem miejsca. W Gdańsku spotkała nas podobna sytuacja. Udając się do cukierni na lody, Arek wyjechał z nowym obiektem do konsumpcji. Od Pań obsługujących dostał sporego rozmiaru piernika w kształcie auta. Oczywiście jego radość była nie do opisania, mimo iż wcześniej zjadł sporą porcję lodów, auto nie mogło pozostać nie naruszone. Samochód towarzyszył nam przez pewien czas, aż w końcu nie został całkowicie zjedzony.

Zastawiam się co kieruje tymi ludźmi. Chodź doskonale wiem, że litość i współczucie może czasem podziw, bo przecież nie rozdają każdemu dziecku, co odwiedzi ich próg kawiarni czy sklepu czekoladki i ciastka w gratisie. Ale mam nadzieję, że Arek nie będzie w przyszłości odbierał tego źle. Zresztą, nie ma co myśleć na zapas. Teraz jego radość z powodu takiego gestu jest ogromna więc nie chce mu mu tej przyjemności zabierać. Zobaczcie sami.

DSC_0077 DSC_0083 DSC_0106 DSC_0107 DSC_0109 DSC_0113 DSC_0114 DSC_0121 DSC_0127 DSC_0147 DSC_0148 DSC_0181 DSC_0183 DSC_0186 DSC_0201 DSC_0214 DSC_0253 DSC_0256 DSC_0258 DSC_0260 DSC_0263 DSC_0265 DSC_0271 DSC_0286 DSC_0289

  • mamaKuby

    Tez tak mamy. Tu gdzie mieszkamy ludzie znają Kubusia i w sklepie zawsze mile z nim zamienia kilka słów i to jakiś batonik to czekoladka.. on sam również nie jest obojętny ma ludzi wita się z każdym donosnym „cześć” 🙂 bo dzień dobry jeszcze nie umie 🙂 i mówiąc tak jaśniej kuba jeździ w spacerowce i nie wiem ile osób zdaje sobie sprawę z tego ze jest jaki jest. . Czy jedni robią to nieświadomie a drudzy z litości. . W tym roku zasiądzie ma wózek wtedy juz nikt nie będzie miał wątpliwości ….

    • Zobaczysz jak będzie szczęśliwy z możliwości bycia samodzielnym 🙂

      • mamaKuby

        Domyślam się i już się nie mogę doczekać :)) pozdrawiamy i ściskamy 🙂 ♥

        • czekam na relacje pierwszej ekscytacji z wózka 🙂 :*

  • To nie litość. Arek mimo, że jest niepełnosprawny ma więcej pogody ducha niż w pełni sprawne dziecko. Jego uśmiech bije na kilometr, a piękne oczy błyszczą z daleka. On jest po prostu cudowny i dlatego każdy do niego lgnie. 🙂

  • My też dostajemy różne rzeczy: lizaki, cukierki, gratisy w aptece, sklepie… Jabłko robiąc zakupy na bazarze, kiedyś kiść winogron (takich polskich, z ogródka). Ludzie lubią dzieci, szczególnie takie, które są komunikatywne i uśmiechnięte.
    Nie łącz tego z jego niepełnosprawnością tylko z osobowością. Może ktoś robi to z litości, ale nie sądzę by to była motywacja wszystkich życzliwych wam osób.

    • Pierwsza myśl zawsze mi taka przychodzi i jakoś nie myślałam inaczej ale teraz mi rozjasnilas co nie co 🙂 dzięki 🙂

      • No nie żartuj… Ja do dziś pamiętam jak szłam z babcią na targ w czasach gdy Rosjanie sprzedawali u nas różne badziewie i prawie zawsze wracałam z jakimś prezentem za ładne oczy – nożyczkami do papieru, małą patelnią do zabawy itp.
        Dla mnie to normalka, ale tak między nami to dziwnie się czuję jak moje dzieci coś dostają od obcych… Najdziwniej jak robię zakupy, dziecko mi marudzi, a tu jakaś obca „babcia” wyciąga mu cukierka z torebki. To samo mamy w kościele.

        • Całą wyprawkę do szkoły mogłaś zebrać w taki sposób 😀

    • Katarzyna Kulesza

      Jest dokładnie tak jak mówisz, miałam napisać to samo, więc jedynie zalajkuję. Mój syn też dostaje nieraz coś w bonusie od sprzedawców – np. ogórka kiszonego na placu 🙂 , lizaka w sklepie spożywczym, ciasteczko, jabłko itp. Już wiele razy mieliśmy tę przyjemność. I też wydaje mi się, ze to kwestia tego, że dziecko jest uśmiechnięte, komunikatywne i ciekawe świata. Takie dzieci dostają chyba bonusy najczęściej (poza tym mam wrażenie, ze panie sprzedawczynie wolą małych chłopców). Takie jest moje dziecko i Arek też sprawia takie wrażenie. W żadnym razie nie łączyłabym tego faktu z niepełnosprawnością.

  • Matko Zabawko

    Mniami! Nie dziwie się Arkowi, że cieszył się z takiego ciastka 😀 sama bym je wciągnęła, lody zresztą też!

  • Wyznaczamy 🙂

  • Takie wytłumaczenie przyjmuje 🙂

  • Eeee, ja sie do dziś jaram, jak dostanę cukierka w sklepie ;))

    A tak poważniej. Kiedyś, jak byłam małą, dorastającą wydrą, to byłam przewrażliwiona i wszystko miałam za litość. Obecnie, gdy bardzo chcę zaakceptować siebie i swój mercedes ( 😉 ) to to się zmieniło. Cukierków coraz mniej, ale na komplementy typu „Jaka pani jest dzielna” reaguje z wielką wdzięcznością. Więc wszystko zależy od akceptacji siebie i nastawienia 🙂

    • Ja się boję, że Arek też będzie brał to za litość…

      Ale może uda nam się wypracować w nim dużą pewność siebie 🙂

  • Wiesz, moje dzieci też czasem dostają cukierka czy coś… Ale nas jest 3, wiec może to też litość? Kurczaki, a myślałam, że one takie słodkie są 😉 (chociaż chyba bardziej chodzi o to by przestały wrzeszczeć…)

  • A ja kurde nawiedzona matka jestem i staram się żeby Mloda nic od nikogo nie brała…bo nie każdy ma dobre zamiary dając coś dziecku. Nie mówię o ludziach w sklepie, kawiarni itp ale o ludziach na ulicy…obcych. Kiedyś szłyśmy spotkałyśmy pana, starszego w ciemnych okularach, który od razu powiedział do Młodej, że ma dla niej cukierka. Ona powiedziała, że nie chce i poszła dalej. Wiem, że nie każdy ma złe zamiary, ale ona jeszcze nie odróżnia i zabraniam brać słodycze od osób spoza rodziny.

  • Sylwia Hołys

    To nie jest litośc ani współczucie .. Arek po prostu ludzi wzrusza, tak jak mnie. Jesteście prześliczni:)

  • Justyna mama Marcelka

    Tak to osobowość Arka 🙂 i jego uśmiech :))
    Zdjęcia piekne 😉


  Hi! Jestem Marzena. Mama, kobieta, fotograf, inżynier wiertnictwa, nafty i gazu, marzycielka, blogerka, [...]
więcej

Facebook

Instagram

YouTube

KONTAKT

Czekamy na Twoją opinię ! Pisz śmiało :)

blog@nakolkach.com