TO JEST TWOJA WINA RODZICU! - nakolkach.com - nakolkach.com – duża dawka pozytywnych wibracji.

TO JEST TWOJA WINA RODZICU!

 

Nie chcę być nie miła, chamska czy jak mnie tam inaczej określicie, tylko chce podzielić się tym co mi leży na sercu. Chcę podzielić się tym, z czym bardzo bym nie chciałabym się spotkać, bo ręczę za to, że zrobię wszystko abyś poczuł się jeszcze gorzej niż moje dziecko, słyszące obelgę z ust Twojej pociechy.

Jako matka dziecka niepełnosprawnego utożsamiam się z tym oraz jestem zapisana na wielu forach, gdzie rodzice poszukują porady, chwalą się i motywują oraz żalą. Ostatnio tego jest więcej i nie dlatego, że wymyślają i tworzą nie wiadomo jakie historie tylko proszą o radę, gdyż sami już nie radzą sobie z problemem.

Nie dziwię się im, wręcz doskonale rozumiem, że szukają wsparcia, pomocy jak wybrnąć z sytuacji, gdy ich dziecko zamyka się w sobie, nie chce się uczyć, a co gorsze uczęszczać do szkoły czy przedszkola, bo ciągle słyszy ”ty kaleko, nie bawimy się z innymi, gorszymi”. Na usta ciśnie się tylko jedno pytanie. Skąd dzieci znają takie pojęcia, określenia i dlaczego je stosują? Spotkaliśmy na swojej drodze wiele dzieci, które cieszyły się ze spotkania z Arkiem, chciały się bawić i nawet go woziły, ale nigdy żadne dziecko nie podeszło i powiedziało „Ty kaleko” itp. Wręcz przeciwnie. Raz w przychodni podeszła do Arka dziewczynka ok 6 lat i powiedziała, „nie możesz chodzić, bardzo Ci współczuję, ale pobawisz się ze mną?” To było piękne jak doskonale rozumiała Arka sytuację i nie bawiła się w rozczulanie. Jestem pewna, że rodzice wcześniej wytłumaczyli jej, że też są chore dzieci, jednak tak samo można z nimi się bawić i rozmawiać.

Jednak nie każdy ma taką przyjemność. Wiele rodziców pisze, że w przedszkolu dziecko bawi się samo, ponieważ dzieci nie chcą mu towarzyszyć. W szkole poniżają, wyśmiewają. Na placu zabaw podobne sytuacje mają miejsce. „Nie baw się z nim, przecież to kaleka.” Co robić?

Znaleźć winowajcę tych zachowań.

 

Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale to też jest Twoja wina.

Dziecko od najmłodszych lat obserwuje i naśladuje otoczenie dookoła, a najwięcej swoich rodziców. Dlatego normalne jest, że dziecko powiela nasze zachowania, przetwarza i koduje w swojej główce, by na przyszłość w danych sytuacjach postąpić tak jak mamusia czy tatuś. Nie rozróżnia czy rodzić zachował się dobrze czy źle. Niejednokrotnie słyszałam jak rodzina mijała jakąś starszą osobę o kuli, na wózku i miedzy sobą rodzice wymieniali spostrzeżenia na temat. Negatywnie wypowiadały się na temat tej osoby i dziwić się później, że dziecko zachowuje się tak czy inaczej.

Niepełnosprawny nie równa się gorszy! Więc dlaczego nie wpajamy naszym dzieciom tolerancji, tylko wrogo je nastawiamy? Czym Ci to dziecko podpadło, że tak je traktujesz?

Nie chcę Ci robić wywodów, pouczać, tylko uświadomić na słowa jakie wypowiadasz przy swoim dziecku. Zastanów się czy na pewno chcesz stworzyć w nim takie przekonania.

A teraz zastanów się.

Gdyby Ciebie spotkała taka sytuacja i urodziłoby się lub uległo wypadkowi Twoje dziecko, co wtedy? Zabroniłbyś się z nim bawić? Nazywałbyś go kaleką, innym, gorszym? Dobrze byś się czuł gdyby samo bawiło się w piaskownicy? Wyszedłbyś z nim na spacer a każdy obracałby się, patrzył z obrzydzeniem i pokazywał palcem?

 

Przecież to nie jest jego wina. Jakby mógł wybierać na pewno wolałby mieć sprawne nogi, ręce czy nerkę.

  • Takie prawdziwe…

  • Tytuł sugeruje, że wszystkiemu winni są rodzice, ale choć oni stoją na początku na straży wychowania dziecka, tak w pewnym momencie głównym motorem staje się szkoła czy przedszkole, gdzie dzieci wyłapują pewne zachowania od rówieśników. Wielu rodzicow nie ma pojęcia, że ich dziecko wyśmiewa się z drugiego, jeszcze inni są zdziwieni, bo sami nigdy by na to nie pozwolili, więc nie do końca oceniałabym aż tak brutalnie wszystkich rodziców.

    • Wystarczy jedno dziecko nauczone w domu takiego zachowania i reszta może papugować. Ale to jedno musi być. Dzieci same z siebie nie wymyślą, że z kaleką się w ogóle bawić nie będą. Owszem – w kosza może nie pograją, ale ogólna zabawa?

      • Własnie. Bierze się to od JEDNEGO dziecka. Ale oceniani są wszyscy rodzice. Przerabiałam już niejedną sytuację z udziałem mojego 6latka i nie wszystko jest czarno albo białe. Winni są rodzice, ale nie zawsze. Warto o tym pamiętać.

        • Zgadzam się, to prawda, ale dużo prawdy jest w tym poście bo przecież nikt nie zaprzeczy temu, że dzieci nie znają barier czy granic. Prawda jest taka, że dzieci nie zdają sobie sprawy z różnic kulturowych, gdzieś mają kolor skóry, wyznanie itp. To rodzice/ dziadkowie/koledzy uświadamiają niewinne dzieciaki, że ktoś jest inny bo ma skośne oczy, nie słyszy czy modli się w cerkwi. Lata byłam wolontariuszka w Amnesty i zawsze szokowalo mnie jak wzrastają uprzedzenia i brak tolerancji w miarę odwiedzenia coraz starszych klas. Największe zaćmienie umysłu mają jednak dzieciaki w najwyższych klasach podstawówki i początki gimnazjum. Myślę, że przedszkolakom uprzedzenia sa jeszcze obce.

          • Dokładnie tak. Dla przedszkolaka nie ma różnicy kolor skóry. Ani to czy ktoś jest na wózku, czy porusza się o własnych nogach. Uprzedzenia przychodzą dużo później i wiele odbywa się „dzięki” rówieśnikom.

          • Wystarczy jedno dziecko, które ma cechy przywódcze i całą resztę potrafi przekonać do swoich racji. Pewnie, że rodzice odgrywają dużą rolę, ale podobnie jak sąsiedzi, telewizja, grupa rówieśnicza, szkoła, przedszkole itd., więc trudno wszystko ‚zwalić’ na rodzica. Sama miałam w grupie chłopca, który był uprzedzony do Romów i sytuacja nie wynikała ze wzorców płynących od rodziców a od starszych kolegów, którzy gonili mniejszość po osiedlu wykrzykując obraźliwe hasła itd.

        • Wydaje mi się, że tekst dotyczy rodziców mówiących głośno o „kalekach”. Ciekawe jak powiedzieliby do swojego dziecka, np. po wypadku…

          • Sama różne rzeczy słyszałam. Dzieci szkoda w tym momencie i trudno określić czy bardziej szkoda tych, których wychowują TACY rodzice, czy szkoda bardziej tych, z którym dziecko x się wyśmiewa.

    • A według Ciebie, to jedno dziecko, które jest wzorem dla swoich rówieśników, to skąd zna dane zachowania i określenia? Od innego dziecka? A to kolejne od kogo? Tu chodzi o nastawienie do ludzi w ogóle. Jeśli dziecko widzi, jak „stary” klnie za kierownicą, biadoli na bezrobotnych, dzieciatych i leniwych, to jak myślisz, jaką lekcję daje swojemu dziecku? Uogólnienie ma czemuś służyć i jest dość często stosowane w tekstach.

      • Powtórzę raz jeszcze. Nie wszyscy rodzice są winni.

      • Aga

        To samo chciałam napisać. Skądś to się wzięło. Wystarczy że jeden rodzic zasieje ziarno. Potem koledzy, koleżanki, dzieci chłoną jak gąbką. I choć nie wszyscy są winni to wystarczy ten jeden, jedyny rodzic. Smutna sprawa. Bardzo mi przykro że dzieciaki muszą się zmierzyć z czymś tak paskudnym kiedy już od startu mieli pod górę. Pozostaje nam, rodzicom nic innego jak uczyć tolerancji i to w każdym przypadku. Nie tylko jeśli chodzi o chore dzieciaki, a o starsze osoby, schorowane, inny kolor skóry, rude włosy, nadwagę…i nie ignorować zachowań nawet innych dzieci. Słyszysz – reaguj.

  • Sama byłam świadkiem, jak mama odciągała córkę od dziecka chorego (sześciolatka w pampersie, wyglądało na porażenie mózgowe) „nie baw się, zobacz, taka duża i ma pampersa”. Odciąganie dzieci od chorych LUDZI.
    Alf miał pierwszy kontakt z osobą na wózku jakiś czas temu – bawił się, poznał konstrukcję wózka, nie ingerowałam. Oczywiście gdyby pani przeszkadzało wypytywanie, nie stresowałabym.
    Nie o to chodzi by unikać. Dziecko ma prawo wiedzieć. A jeśli samo kiedyś znajdzie się na wózku to co? Rodzic będzie odchodził bo inwalida? Słowa kaleka nie skomentuję…rodzic tak mówiący jest kaleką umysłowym z woli własnej.

  • mery

    mam dwie bratanice które sa moim zdaniem wychowywane w tolerancji dla inności tacie nawet starsza zwróciła uwage jak powiedział że pani w filmie jest ślepa że sie tak nie mówi tylko niewidoma, jak z nimi byłam w parku to zachecałam podprowadzałam do dzieci niepełnosprawnych, jak byłam z kolega u nich w domu niewidomym bawił się z nimi oprowadziły go po domu a miały 3 i 6 lat naturalnie bez mówienia wiedziały co robić pytały się czy nie widzi naprawde a po co mu laska chciały zobaczyć czy jak z nia chodzi, dzieci od małego obyte z innością nie szydzą nie gardzą nie dokuczają, rodzice mają olbrzymi wpływ na to jak się zachowują.
    Mam przyjaciółkę z zanikiem mięni jexdzi na elektryku i wzbudza duzą ciekawośc wśród dzieci a najlepszy komentarz jaki fajny motor ja też chce taki. Jestem wolontariuszka w hospicjum niedano byłam na spacerze z podopieczna na wózku mijalismy dzieci na ławce z ojcem spytały sie dlaczego ta dziewczynka taka duza i niechodzi a on odpowiedział bo jest chora i nuzki nie działają

  • Blanka

    Zachowania poniżające i obraźliwe dotyczą nie tylko chorych niepełnosprawnych dzieci. Dzieci poniżają się nawzajem, używają obelżywych wulgarnych słów, obrażają swoich rodziców. Wiem bo moja córka często płacze z tego powodu. „mamo oni powiedzieli, że jesteś głupia, gruba wielka (mam 184 cm wzrostu ;)). Moja córka została nazwana „lesbą” wytłumaczyłam, że słowo nie jest ładne ale samo w sobie nie oznacza niczego złego. Tak TO RODZICE SĄ WINNI. To oni uczą dzieci wyzwisk, obelg, przekleństw, nietolerancji, chamstwa- pozwalają oglądać filmy niedostosowane do wieku i słuchać muzyki, takiej jak ta na szkolnej dyskotece komentowanej ostatnio szeroko na różnych forach.

  • Do pewnego wieku dzieci wszystko mierzą tym, co słyszą od rodziców. Jeśli więc w domu ktoś powie o kimś, że jest głupi, gruby, stary czy biedny to dzieci tak potem myślą o innych. Dlatego ważne jest żeby takie komentarze (jeśli w ogóle są) zostawić sobie dla siebie.

  • Małgorzata Izabela

    Jeśli od małego rodzic będzie uczył dziecko, że są też osoby, które nie chodzą, nie słyszą, nie widzą … i to są takie same osoby, jak te pełnosprawne i pozwalał się z nimi bawić to później żadna szkoła czy przedszkole nie zmieni nastawienia dziecka do osób niepełnosprawnych.

    Moja kuzynka od urodzenia ma bardzo dużą łuszczycę i dla mnie człowiek z łuszczycą jest kimś normalnym. Nie obrzydza mnie to, nie odpycha, nie zwraca to mojej uwagi. Jednak dużo osób/ znajomych słysząc słowo łuszczyca (dorosłych osób) reaguje ” o fuuuuuj” dopiero gdy mówię, że ma ją też mój mąż (tylko mniej widoczną) którego znają, robi im się głupio i tłumaczą się śmiesznie.

  • Według mnie postawa rodziców to tylko wierzchołek góry lodowej. Oczywiście wychowanie jest mega ważne – z tym nie ma co dyskutować, ale w pewnym momencie przychodzi taki wiek, że potrzeba socjalizacji jest tak silna, że dzieci, których rodzice w życiu nie wypowiadali się negatywnie czy stereotypowo zaczynają powielać zachowania swoich rówieśników… Czasem wystarczy jedno dziecko, które jest inicjatorem tego typu zaczepek. Rolą rodziców jest być wyczulonym też na takie sytuacje a nie dziwić się i zaprzeczać „To niemożliwe! Moje dziecko w życiu by się tak nie zachowało”. Ogromna jest też rola pedagogów, którzy obserwują dzieciaki w grupie, to jak się zachowują, jak się do siebie odnoszą, jak się bawią.

  • Niestety panuje ogólna znieczulica wśród ludzi. Sprawia im czasem radość gnojenie słabszego. Od początku wychowuję syna, że każdy jest równy. Nie liczy się niepełnosprawność, status materialny ani kolor skóry. Mam nadzieje, że nigdy moje dziecko nie znajdzie się pod wpływem kogoś innego i nie sprawi nikomu przykrości swoim zachowaniem

  • A ja zabiorę głos w imieniu rodziców, którzy nigdy nie powiedzieli złego słowa na osoby niepełnosprawne, dodatkowo zawsze pomagam osobom, którzy tej pomocy potrzebują i moje dzieci to widzą. Starszy syn z racji bardzo wrażliwej natury nigdy nie wyrządziłby słownej krzywdy osobie niepełnosprawnej, młodszy wiem, że jest w stanie popełnić taki błąd, szczególnie w towarzystwie kolegów. Nie napiszę, że pod ich wpływem, bo dla mnie takie określenie nie istnieje. Zapewniam wszystkich, że nigdy nie słyszał niczego obraźliwego z moich ust, po prostu taki jest – lubi eksperymentować i sam badać granice. Wiecie czego bym sobie jako matka życzyła, by rodzice dziecka, które doświadczyło z ust mojego, czegoś tak haniebnego dali mi szansę i po prostu zamiast skreślać mnie jak tych, o których mowa w tekście zaczepili w przedszkolu, szkole i zgłosili, że coś takiego się wydarzyło. Miałabym szansę przeprosić i porozmawiać ze swoim dzieckiem no i oczywiście musiałbym się zmierzyć z faktem, że dopuściło się czegoś takiego.

    • Lefti, zgadzam się z Tobą. Rozumiem stanowisko autorki tekstu, ona również ma rację. Myślę, że w przeważającej większości to rodzice są winni, ale trzeba również wciąć pod uwagę grupę dzieci, które papugują po kolega lub właśnie w ich towarzystwie popełniają nietakt. Ważne żeby odpowiednio zareagować, a żeby mieć na to sznase trzeba wiedzieć, że taka sytuacja miała miejsce.

  • Matko Zabawko

    Nie jesteś nie miła czy chamska w tym poście. Zwyczajnie mówisz smutną prawdę, która często jest spotykana.
    Wiele przykrych słów wypowiadanych przez dzieci zaczerpniętych jest z domu, z życia codziennego. Ale dzieci również idą za grupą…mimo, że w głębi serca czują co innego.

  • Na pewno nie w każdym przypadku jest to wina tylko i wyłącznie rodziców. Jednak gdzieś TO JEDNO dziecko, od którego być może wyjdzie tak naganne zachowanie, które rówieśnicy zechcą naśladować usłyszy takie słowa właśnie od swoich najbliższych. Fajnie byłoby, gdyby każdy był tolerancyjny, jednak niestety tak nie jest. Warto jednak będąc rodzicem uczulić dziecko na takie sytuacje. To na nas spoczywa obowiązek właściwego wychowania swojej pociechy. I chociaż nikt nie może w 100% zagwarantować jak jego dziecko zareaguje w danej sytuacji warto z nim rozmawiać, poruszać trudne tematy, tłumaczyć, że nie wszyscy mogą chodzić o własnych siłach i przede wszystkim nauczyć, że powinno mieć własne zdanie i zachowywać się we właściwy dla siebie sposób, a nie naśladować innych.

  • Myślę, że to jest wina rodziców ale i otoczenia. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dość często rodzice „podświadomie” wpajają dziecku pewne schematy. Wiele razy słyszałem „ciesz się, jesteś zdrowy, masz dwie ręce i dwie nogi”, czy „ciesz się, że nie jesteś kaleką i nie jeździsz na wózku”. Tego typu zdania są chętnie wypowiadane przez rodziców i ich celem nie jest obrażenie osoby niepełnosprawnej, a odpowiednie zmotywowanie własnego dziecka – kiedy np nie chce iść do sklepu (jesteś młody, masz dwie nogi).

    Z drugiej strony naprawdę razi mnie podejście do osób niepełnosprawnych. Zauważam, że jest ono takie samo jak podejście do wiary. Ludzie chodzą do kościołów i się modlą, udają że respektują przykazania, a kiedy wychodzą – stają się podłymi ludźmi i robią złe rzeczy – w końcu można się wyspowiadać. Tak samo szczują na niepełnosprawnych – wielokrotnie słyszałem „ten na wózku to się nudzi, to przyjeżdża do urzędu bo nie ma co robić – lepiej by sobie robotę znalazł”. To również bierze się stąd, że ludzie są zwyczajnie zazdrośni o lepsze miejsca parkingowe czy udogodnienia. Oczywiście – nikt nie podejdzie do osoby niepełnosprawnej i nie krzyknie – jesteś kaleką. Wygodniej jest oceniać innych nie znając ich ciężkiego, a na pewno dużo cięższego od ludzi pełnosprawnych życia.

    Pozostaje jeszcze trzecia strona – czyli podświadome futrowanie dziecku – źle dobranych słów. Jednak czytamy coraz mniej więc słowo niezdara – wychodzi z mody, za nie jest kaleka. Sam wielokrotnie słyszałem w swoim kierunku czy to od rodziców czy od innych „Ty kaleko” szczególnie kiedy upuściłem coś i stłukłem.

    Jednak ciekawsze pytanie – co zrobić w takim przypadku – i jak zaradzić takiej sytuacji. Bo rodziców nie zmienimy, oni jak to zwykle bywa nadal będą tkwić w swojej błogiej nieświadomości. Myślę, że przydała by się moda, gdzie ubliżanie komukolwiek byłoby odbierane z pogardą, szczególnie ubliżanie dla osób które w tym życiu mają mniej kolorowo.

  • Tak jak Ty piszesz i tak jak piszą moje poprzedniczki – rodzice swoim zachowaniem dają przykład dziecku, ale też szkoła, przedszkole kształtuje zachowanie dziecka. Ważne jest nauczyć i tłumaczyć dziecku, że wszyscy jesteśmy równi, tacy sami i fakt, że ktoś jest niepełnosprawny, biedniejszy, bogatszy, brzydszy, ładniejszy nie sprawia, że go akceptujemy lub nie. Jednak sama tego też w życiu doświadczyłam, niektórzy patrzą z góry na innych bo czują się lepsi, bogatsi, ale czy… są na prawdę wartościowi?

  • Nie tylko rodzice mają wpływ, ale całe otoczenie (rodzina, sąsiedzi, grupa rówieśnicza) itd. Jednak fakt główna rola należy do rodziców. Sama jako dziecko kolegowałam się z rodzeństwem (chłopiec- Zespół Downa, dziewczynka- upośledzenie w stopniu lekkim). Dla mnie było to dzieci jak każde inne tzn. pewnie, że widziałam różnice w zachowaniu i przede wszystkim wyglądzie chłopca, ale nie przeszkadzało mi we wspólnej zabawie. Moi rodzice i ich rodzice byli zadowoleni, że nie ma między nami bariery, wspólnie spędzamy czas itd. Schody pojawiły się na placu zabaw i dworze, kiedy inne dzieci zaczęły się ze mnie śmiać i obrażać mnie. Na szczęście moi rodzice przekonali mnie, że to moja postawa je właściwą i kontakt utrzymuje z nimi do dziś.

  • tinusia

    A moj synek uważa że Arek ma wypasiony wózek 😀 staram sie mu wpajac szacunek do niepełnosprawnych i tłumacze ze jesli ktoś jest inny to nieznaczy ze gorszy i mam nadzieje że ani przeszkole ani szkola niezmienia jego podejscia do osób niepelnosprawnych. I mam nadzieje ze dzieci w przedszkolu przyjmą Arka własnie jako kogoś wypasionego:)

  • Przed nami szkoła, w przedszkolu byłam zawsze „sensacją dnia”, także podejrzewam, że mój syn przeze mnie będzie prześladowany w szkole i nic na to nie poradzę. Skoro już w przedszkolu słuchał jak dzieci śmieją się z jego małej mamy to po szkole mogę się spodziewać jedynie najgorszego. Ostatnio na mieście jakieś dzieci biegły za mną i śmiały mi się w plecy pokazując mnie palcami, dopiero moja koleżanka je odgoniła. Rodzice tych „słodkich maleństw” siorbali sobie piwko w Masce.

  • matka paula

    Mnie za każdym razem dziwi, że takie rzeczy trzeba pisać! 🙁

  • Anna Kmita

    Ja również niestety jestem niepełnosprawna – chodzę o kulach. I uważam, że oczywiście nie zawsze, ale jednak w większości negatywne zachowanie dziecka w stosunku do niepełnosprawnych to jest wina rodziców. Od czego to się zaczyna? Ano od tego, że dziecko pyta swoją mamę, tatę o przyczynę niepełnosprawności,a rodzic nie wie w jaki sposób odpowiedzieć i przekazuje dziecku swoje własne, stereotypy, lęki i „zabobony”. Kiedy dziecko w Polsce np. na mój widok pyta: ” Dlaczego to Pani tak chodzi” zamiast usłyszeć po prostu np. „Pani ma taką chorobę, że musi chodzić o kulach”, słyszy przeważnie „cicho, chicho nie patrz” lub też uraczone jest „tępawym” spojrzeniem rodzica w kierunku moich nóg. W ten sposób dzieci w Polsce uczą się, że niepełnosprawność jest czymś wstydliwym czy godnym wyśmiania. Ja w swojej szkolnej karierze chodziłam do podstawówki w której uczyła moja Mama, a ja sama byłam po prostu dobrą uczennicą. No i spotkałam 2 dziewczyny, które wyśmiewały się ze mnie do uważały, że mam łatwiej z powodu „mamusi”. Rozmawiałam z nimi sama wielokrotnie, bez efektów.. W końcu za cichym pozwoleniem mojej polonistki dostały ode mnie „w papę” , mimo, że byłam grzecznym inteligentnym dzieckiem. Po tym incydencie natychmiast się uspokoiły. Dziś córka jednej z tych dziewczyn mówi mi grzecznie „dzień dobry” i nie ma żadnego wyśmiewania. Także z jednej strony trzeba edukować rodziców, którzy sami nie umieją się zachować, a z drugiej strony dziecko niepełnosprawne musi umieć być twarde i zaznaczyć swoją pozycję w grupie… Dzieci generalnie przejmują zachowania od dorosłych, przecież „kolega dziecka” również przejął swe zachowanie „od starych”.i także najpierw trzeba nauczyć się, a potem dopiero dzieci…
    Pozdrawiam serdecznie Was – Rodziców i Arka w szczególności:))

  • Pingback: JAK ODPOWIEDZIEĆ NA PYTANIE: MAMO, TATO DLACZEGO JA?()

  • Zofia Janczyk

    A ja myślałam ze się zmieniło Bo 63 lata temu naród był mniej wykształcony tuż po wojnie Mamy XXI wiek i co tak samo jak w 1952 🙁 Proszę nie zapominać ze ON zarażają swoim chorobami )

  • Z moich obserwacji wynika, że dzieci które spotkaliśmy przez te dwa lata na swojej drodze nie miały absolutnie żadnego problemu z chorobą mojego syna. Czasami się nawet dziwiłam, że nie zauważają żadnej różnicy. Co oczywiście bardzo mnie cieszy, a mojego syny tym bardziej. Natomiast największy problem mamy z osobami starszymi, które za każdym razem tak „wlepiają” oczy w mego syna, że nie raz by w nas weszły, a co najbardziej mnie śmieszy z całej gromady tych starszych osób jest chyba tylko 1% który zapyta co mojemu synowi dolega. Reszta widzę jak szepcze za moim plecami.

  • jagoda

    nawet jesli dzieci nie wynosza takiego zachowania z domu a z przedszkola czy szkoly slyszac takie obelgi z ust kolegow to obowiazek rozmowy i wyperswadowania im takiego zachowania nalezy do rodzicow ze nie nalezy nasladowac takiego zachowania bo to wredne nie mile i kazdego moze to dotknac!!!!

  • Znam problem z perspektywy bycia niepełnosprawną mamą. Dzieci wyśmiewają się ze mnie i dokuczają mojemu synowi, że ma taką śmieszną, małą mamę. Ale ja wiem jedno…że NIE WIEM i nie mam pewności, jak zachowa się mój syn napotykając na swej drodze osobę niepełnosprawną. Czy pod wpływem kolegów pokaże palcem i zacznie się śmiać, czy może jednak weźmie w obronę, tak jak mu kilka razy mówiłam, że należy robić?

  • Limama

    To prawda, w ogromnej mierze światopogląd dziecka zależy od tego jak zostało wychowane. Wydaje mi się, że dzieci z natury traktują innych z naturalnością i pewną ciekawością świata. I jeśli opowiadamy dziecku o tym, że ludzie są różni, choćby pod kątem wyglądy zewnętrznego to to jest dla nich naturalne jak to, że niebo jest niebieskie. Nasza 2,5 latka poszła do przedszkola wcześniej, dołaczyła do grupy w styczniu, dzieci już się trochę znały, więc martwiliśmy się jak ją dzieci zaakceptują i jak sobie poradzi. Tymczasem pierwszego dnia, wróciła jak na skrzydłach do domu i powiedziała, że ma nową przyjaciółkę – Basię, z najstarszej grupy. Do końca roku szkolnego często bawiły się razem. Basia jest przeuroczą dziewczynką z zespołem Downa, cudowną i serdeczną koleżanką. Wprowadziła naszą Mychę w tajniki przedszkolnego życia.
    Od zawsze tłumaczyliśmy córce, że ludzie są różni, że wszystkie dzieci są śliczne, mądre i ważne. Że można mieć włosy w różnym kolorze, albo nie mieć ich wcale, że skórę mamy w różnych odcieniach (mam bratową azjatkę), mamy różne kolory oczu. Można być wysokim albo nie, można mieć zdrowe nogi albo jeździć na wózku, chodzić o kuli. Można mówić po polsku albo w innym języku. Można różnie się ubierać. I to jeat fajne, bo nikt nie jest taki sam 🙂
    Mam nadzieję, że takie myślenie nigdy jej nie opuści.
    Pozdrawiamy Arka serdecznie 🙂


  Hi! Jestem Marzena. Mama, kobieta, fotograf, inżynier wiertnictwa, nafty i gazu, marzycielka, blogerka, [...]
więcej

Facebook

Instagram

YouTube

KONTAKT

Czekamy na Twoją opinię ! Pisz śmiało :)

blog@nakolkach.com