DROGA NIE NA SKRÓTY - nakolkach.com - nakolkach.com DROGA NIE NA SKRÓTY - nakolkach.com

DROGA NIE NA SKRÓTY

Idziemy na spacer. Codziennie staramy wybierać się w inne miejsca, aby zobaczyć jak najwięcej z otaczającego nas środowiska. Dziś padło na park, znajdujący się paręset metrów na pagórku.

Odcinek prosty minięty bez najmniejszej zadyszki, ze strony Arka. Te trasy mamy już opanowanie i nie raz przećwiczone. Nie straszne nam krzywe chodniki, dziurawe nawierzchnie lub wysokie krawężniki. Tak więc idziemy/jedziemy dalej do wyznaczonego parku. Ile może tyle jedzie, jednak w pewnym momencie zapas sił został wykorzystany oraz nachylenie górki znacznie przerasta możliwości. Sprawnie hamuje wózek, który zaczął powoli toczyć się w tył…

Wzrok przechodniów patrzących z podziwem dla Arka, a z pogardą na matkę. „No jak mogła biedne dziecko wziąć na spacer w takie miejsce”, „biedny, jak się meczy” – jestem pewna, że każdy sobie to w tej chwili pomyślał. Przecież można mu pomoc! Tak, to prawda tylko jak będziemy wyręczać go we wszystkich czynnościach nigdy nie nauczy się samodzielności. O ile łatwiej byłoby wyciągnąć spacerówkę i bez najmniejszych problemów pokonać drogę do parku i z powrotem. Spokojnie siedziałby w wózku i podziwiał wszystkie mijające obiekty, gdzie nie musiałby przemęczać rączek… tylko czy tędy droga?

Ostatnio idąc z Arkiem po bułki, czekając przy drzwiach sklepu na małego kierowce, podeszła do mnie Pani. Odsunęłam się jej od drzwi, gdyż pomyślałam, że chce wejść. Ona z uśmiechem na twarzy powiedziała, że też ma córkę na wózku i jest zachwycona tym jak Arek się na nim porusza, bo jej córka, o wiele starsza, w ogóle nie chce z niego korzystać i już nie wiedzą co robić. Zamurowało mnie. Od samego początku myślałam, że dzieci niepełnosprawne, mają potrzebę usamodzielnienia się, tak jak małe dzieci, które za wszelką cenę chcą chodzić i zwiedzać same otoczenie. Uważałam że same chcą usiąść na wózku i przemierzać na nim dobrze znane miejsca. Tak było w przypadku Arka. Jednak myliłam się…

To tak jak z jazdą samochodem. Jedziesz kiedy chcesz, gdzie, jak itp. Jest miło, wygodnie, nie męczysz się.  Jak nastaje moment, kiedy musisz skorzystać z komunikacji miejskiej i teraz Ty musisz dostosować się do niej. Ciężko jest iść na przystanek na wyznaczoną godzinę, pokonywać drogę 10 minutową w 40 minut na stojąco, w zatłoczonym autobusie. Tak samo dzieje się w przypadku dziecka niepełnosprawnego, które od małego było zdane na rodziców. Nosili je na rękach, pokazując wszystko w koło. Gdy chciało coś, prosiło o przyniesienie albo przeniesienie w dane miejsce. Nagle musi przenieść się na wózek, którym poruszać ma się samo. Z miejsca na miejsce ma przemieszczać się za pomocą sił swoich rąk. Ma być samodzielne, ale przecież wcześniej było tak dobrze, każdy był na zawołanie i wykonywali to co chciało.

Nie chcemy za parę lat obudzić się z potężnym bólem kręgosłupa z powodu ciągłego noszenia Arka na rękach, przez który sami będziemy zmuszeni na wiele wyrzeczeń, dlatego od samego początku kładziemy nacisk na jego samodzielność. Zachęcamy go aby sam przejechał na pupie po zabawkę parę centymetrów dalej lub poczołgał się. Starał się wykorzystywać umiejętności nabyte na rehabilitacji w normalnych sytuacjach w domu. Na początku buntował się i twierdził, że bez chwilowej zachcianki na dana zabawkę potrafi przeżyć i nie musi się nią bawić. Na twarzy pojawiała się obrażona mina. Sytuacja powtórzyła się kilkakrotnie, aż w pewnym momencie stwierdził, że łaski bez i ruszył z miejsca po zabawkę. Chyba mu się spodobało, bo teraz przemieszcza się bez żadnego problemu i nie potrzebuje naszej pomocy. Wystarczyła konsekwencja. Podobna sytuacja była z wózkiem. Kiedy euforia nowego pojazdu minęła i już samodzielność troszeczkę zaczęła się nudzić, wózek poszedł na kilkudniowy urlop. Podziałało. Zrozumiał jak wiele dzięki niemu mógł i od tej pory jazda jest dla niego przyjemnością. Cieszy się, gdy na spacer nie zabieramy spacerówki i sam może decydować gdzie udajemy się na przejażdżkę. Oczywiście, nie potrafi paru kilometrów przejechać od razu, dlatego, kiedy widzimy, że Arek nie ma już siły lub się zmęczył chwytamy za rączkę i pchamy jego pojazd. Nie zmuszamy go do jazdy, czekamy aż odpocznie. Wtedy energicznie chwyta za kółka i mówi „Mama nie”, po czym sam jedzie dalej.

DSC_0138

DSC_0182

DSC_0217

DSC_0230

DSC_0232

DSC_0238

DSC_0239

DSC_0162

 

Co do górki, za każdym razem pokonuje coraz większy odcinek  i jesteśmy pewni, że niedługo sam na nią wyjedzie. 🙂

 

Lunchówka ZOO – lovesowe.pl

 

 

 

  • Zenona Zielona

    cudowny uśmiech :))

  • Malina

    Aruś jesteś cudowny ! :* Od razu na twarzy pojawia się uśmiech, gdy widzi się tak szczęśliwe dziecko mimo wszystko ! <3

  • Cudowny uśmiech, aż dodaje chęci do zrobienia czegokolwiek. Trzymamy kciuki za to, aby następnym razem górki pokonał samodzielnie!

    pozdrawiamy

    http://potworkowakraina.blogspot.com/

    • I tak ma być ! musimy motywować :* Buziaki :*

  • Jest naprawdę przeuroczy 😉

  • Dzielny Arek, trzymam kciuki za zdobywanie samodzielnie małych szczytów 🙂

    • Będzie musiał parę zdobyć, bo rodzice mu na odpoczynek nie pozwolą 🙂 Pozdrawiamy ;*

  • Wspaniale postępujecie, a to niestety rzadkość wśród rodziców dzieci niepełnosprawnych. Przez wiele lat byłam wolontariuszką i pracowałam z dzieciakami z różnymi niepełnosprawnościami. To szok jak czasem właśnie ci rodzice robili z dzieci bardziej niepełnosprawnych niż one były. Przykład. Wyjazd na wycieczkę kilkudniową. Dzieciaki z rodzicami. 8 letni chłopiec, mocno opóźniony, jednak w 100% sprawny fizycznie na śniadaniu ma podetknięte pod nos kanapki zrobione przez mamę (szwedzki stół), herbatkę posłodzoną, mamusia karmi synka.Tylko, że ten sam chłopiec na obozie, gdzie rodziców nie było, sam komponował sobie kanapki z czym chciał, sam słodził herbatę i sam jadł, aż mu się uszy trzęsły, bo my w niczym go nie wyręczałyśmy. Na obozie zauważyłyśmy, że puszczony bez trzymania za ręki, potyka się o własne nogi, wdepnie w każdą kałużę, nie patrzy pod nogi, bo mama chodziła z nim za rękę i była jego oczami i przewodnikiem. Co więcej szok przy pierwszym korzystaniu z łazienki. Chłopak otwiera buzię i czeka, aż wolontariuszka umyje mu zęby. On to wszystko mógł i potrafił zrobić samodzielnie, ale mama robiła to za niego… Nie oceniam, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ale przykłady takich zachować mogłabym mnożyć. Tylko co potem, gdy takich rodziców zabraknie i dorosły niepełnosprawny jest zdany tylko na siebie?

    • A najgorsze jest to, że rodzice tak postępujący uważają się za najlepszych na świecie. Nie rozumieją, że przesadna troska tak naprawdę jest krzywdząca dla dziecka.

  • Wychowujecie małego, dzielnego człowieka. Dzięki temu, co teraz robicie będzie w przyszłości bardzo szczęśliwy 🙂

  • Malwina

    Jest też : Fundacja Aktywnej Rehabilitacji,która prowadzi zajęcia z dzieciakami, młodzieżą jak i z dorosłymi i mają oddziały we wszystkich województwach: http://www.far.org.pl/ Pozdrawiam Was :). PS A rodzice bywają nadopiekuńczy wobec niepełnosprawnych ale sami nie zdają sobie z tego sprawy…Chcą niby dobrze ale … takim postępowaniem nie nauczą dziecka samodzielności..


  Hi! Jestem Marzena. Mama, kobieta, fotograf, inżynier wiertnictwa, nafty i gazu, marzycielka, blogerka, [...]
więcej

Facebook

Instagram

YouTube

KONTAKT

Czekamy na Twoją opinię ! Pisz śmiało :)

blog@nakolkach.com